Kilka dni temu, podczas jednego z moich spotkań w szkole, wydarzyła się sytuacja, która długo siedziała w mojej głowie. W trakcie wykładu poruszałam niezwykle trudny temat – historię dwunastoletniego chłopca, który odebrał sobie życie z powodu hejtu. W tym samym momencie trzy uczennice zaczęły się śmiać, szeptać między sobą, reagować w sposób, który w pierwszym odruchu można było odebrać jako brak szacunku, lekceważenie, a nawet kpinę.
Zareagowałam stanowczo, choć spokojnie. Zapytałam wprost, z czego się śmieją i czy rozumieją powagę sytuacji. Na sali zapadła cisza. Zajęcia potoczyły się dalej, jednak ja sama długo nie potrafiłam uwolnić się od tej sceny. To nie był gniew. Raczej niezrozumienie i pewien wewnętrzny dyskomfort.
Odpowiedź jednak przyszła szybciej, niż mogłam się spodziewać.
Jeszcze tego samego dnia otrzymałam wiadomość od jednej z tych dziewcząt. Uczennica ósmej klasy napisała do mnie na Instagramie, że chce mnie przeprosić. Przyznała, że jej zachowanie było niewłaściwe, że jest jej wstyd. Wyjaśniła jednak coś znacznie głębszego. Powiedziała, że to nie był śmiech z historii, którą opowiadałam, lecz jej własna reakcja obronna. Przyznała również, że sama doświadcza wyzywania, że słyszy pod swoim adresem słowa takie jak „idiotka”, „debil”, „głupia”. I choć czasem próbuje traktować to jako żart, to w rzeczywistości często ją to rani.
Ten moment stał się dla mnie niezwykle ważną lekcją.
Z perspektywy dorosłych bardzo łatwo jest interpretować śmiech, kpiny czy ironiczne komentarze jako przejaw lekceważenia lub braku wychowania. Tymczasem psychologia pokazuje coś zupełnie innego.
Śmiech – zwłaszcza w sytuacjach trudnych, emocjonalnie obciążających – bywa jednym z podstawowych mechanizmów obronnych. Dzieci i młodzież, które nie potrafią jeszcze w pełni regulować swoich emocji, często reagują w sposób pozornie nieadekwatny. Nie dlatego, że nie rozumieją powagi sytuacji, lecz dlatego, że jest ona dla nich zbyt trudna, zbyt bolesna lub zbyt bliska ich własnym doświadczeniom.
Jak zauważył Viktor Frankl:
„Człowiek potrafi znieść niemal każde ‘jak’, jeśli tylko ma swoje ‘dlaczego’.”
Dla wielu młodych ludzi „śmiech” jest właśnie tym „jak” – sposobem radzenia sobie z napięciem, wstydem, lękiem czy poczuciem bezsilności.
Śmiech w takich sytuacjach nie jest oznaką braku empatii. Jest próbą jej ochrony.
Różne oblicza reakcji na hejt
Reakcje na hejt są niezwykle zróżnicowane i często nieoczywiste. Wśród dzieci i młodzieży możemy zaobserwować kilka najczęstszych mechanizmów:
- Śmiech i ironia – jako sposób rozładowania napięcia lub ukrycia własnego bólu
- Agresja – odpowiedź „atak za atak”, będąca próbą odzyskania kontroli
- Wycofanie – milczenie, izolacja, zamknięcie się w sobie
- Obojętność pozorna – udawanie, że „to mnie nie dotyczy”
- Autoironia – wyprzedzające deprecjonowanie samego siebie, aby inni nie zdążyli zranić
Każda z tych reakcji może być – i bardzo często jest – formą obrony.
Dziecko, które się śmieje w trudnym momencie, niekoniecznie lekceważy sytuację. Może właśnie próbuje nie dopuścić do siebie emocji, które są dla niego zbyt trudne do udźwignięcia.
Błąd dorosłych: powierzchowna interpretacja
Jednym z największych wyzwań wychowawczych jest to, że dorośli często interpretują zachowania dzieci wyłącznie na poziomie widzialnym. Śmiech odbierany jest jako brak szacunku, milczenie jako obojętność, a agresja jako zła wola.
Tymczasem pod tymi zachowaniami bardzo często kryją się:
- zranienie
- wstyd
- poczucie odrzucenia
- lęk przed oceną
- brak umiejętności nazwania własnych emocji
To, co widzimy na zewnątrz, jest jedynie „objawem”. Przyczyną jest emocjonalna rzeczywistość dziecka, której często nie dostrzegamy.
Odwaga przepraszania – cicha siła
W historii tej uczennicy jest jednak jeszcze jeden, niezwykle ważny aspekt – odwaga przeprosin.
Nie każdy dorosły potrafi przyznać się do błędu. Nie każdy ma w sobie gotowość, by powiedzieć: „zachowałam się niewłaściwie”, „jest mi wstyd”, „przepraszam”. Tym bardziej niezwykłe jest, gdy robi to młody człowiek.
Przeprosiny tej dziewczynki były nie tylko gestem kultury osobistej. Były dowodem:
- świadomości własnego zachowania
- zdolności do autorefleksji
- empatii
- odwagi emocjonalnej
Jak podkreślał Carl Rogers:
„To, co najbardziej osobiste, jest najbardziej uniwersalne.”
Jej historia pokazuje, że za trudnym zachowaniem bardzo często stoi osobiste doświadczenie bólu.
Jeżeli chcemy wychowywać dzieci w duchu odpowiedzialności i empatii, nie wystarczy mówić im, jak powinny się zachowywać. Musimy pokazywać to własnym przykładem. Dzieci uczą się nie tyle z naszych słów, ile z naszych postaw.
Jeżeli dorosły potrafi przyznać się do błędu, umie powiedzieć „przepraszam”, nie boi się okazać swojej niedoskonałości, to daje dziecku przestrzeń do tego samego. Przeprosiny nie są oznaką słabości. Są dowodem siły i dojrzałości.
Zamiast oceny – próba zrozumienia
Historia tej jednej wiadomości przypomniała mi coś niezwykle ważnego: zanim ocenimy czyjeś zachowanie, warto spróbować je zrozumieć. Za śmiechem może kryć się ból. Za agresją – bezradność. Za milczeniem – strach. A za jednym „przepraszam” – ogromna odwaga.
Dlatego tak istotne jest, abyśmy – jako dorośli – nie zatrzymywali się na pierwszym wrażeniu. Abyśmy potrafili zajrzeć głębiej, zadać pytanie, zamiast wydawać wyrok. Bo czasem jedno uważne spojrzenie i jedna spokojna rozmowa mogą zmienić więcej niż najbardziej dosadna reakcja.
Ta historia nie jest jedynie opowieścią o trudnym zachowaniu. Jest przede wszystkim opowieścią o tym, że każdy człowiek – nawet bardzo młody – nosi w sobie swoją historię. I że często to, co widzimy, jest tylko jej fragmentem.
***
Tekst pochodzi z książki „Hejt bez filtra”, Wydawnictwo ADAMSKA MEDIA 2026


